Otworzyłam lewe oko,
krzywiąc się trochę w reakcji na docierające do mojej twarzy rażące słońce.
Próbowałam skupić się na dochodzącym nie wiadomo skąd dźwięku mojego
dzwoniącego telefonu. To on mnie obudził. Odkopnęłam pościel, wygrzebując się z
niej w poszukiwaniu komórki, która o dziwo znalazła się pod łóżkiem. Nie mam
pojęcia jak się tam znalazła i nie miałam czasu na zbyt długie rozmyślanie na
ten temat. Podniosłam się z łóżka i wsunęłam na nogi kapcie. To Lauren.
Odebrałam pośpiesznie zanim przestanie dzwonić.
-Hej, wstałaś już?
Spojrzałam na zegarek i
poczułam ulgę, bo właściwie to miałam bardzo dobry czas. Była dopiero
dziesiąta. Oczywiście dzięki temu, że właśnie mnie obudziła.
-Przed chwilą.
-No to dobrze. Właśnie dzwonił
do mnie Joey i powiedział, że spotkamy się na miejscu. Za godzinę mają jeszcze
trening.
Wyszłam z pokoju i zdziwiłam
się, gdy zobaczyłam na korytarzu ubranego jak do pracy tatę. Zanim zdążyłam
jakkolwiek zareagować, uśmiechnął się i podszedł do mnie szybkim krokiem.
-Miłego dnia, Skarbie.
Osunęłam telefon od
policzka, gdy tata pocałował mnie w czoło. Jest niedziela i miał mieć dzisiaj
wolne.
-Idziesz dziś do pracy?
Mieliśmy spędzić popołudniu razem trochę czasu.
Zatrzymał się na schodach i odwrócił
w moją stronę. Pewnie zawracałam mu tym głowę, ewidentnie się spieszył.
-Wiem, Ronnie. Ale.. zaczęły
się wakacje i już się dużo dzieje. To małe miasteczko i potrzebują mnie.
Wynagrodzę Ci to.
Kiwnęłam głową patrząc jak
zbiega po schodach. Rola szeryfa musiała nie być taka łatwa.. Prawie wcale nie
było go w domu. Przyłożyłam szybko słuchawkę do ucha, zanim zacznę się zastanawiać,
czy mieszkanie tutaj, to na pewno dobry pomysł. Mama mimo wszystko dotrzymałaby
słowa.
-Za godzinę będę gotowa.
Weszłam do łazienki i sięgnęłam
po szczoteczkę do zębów. Nałożyłam na nią pastę i szczotkując zęby spojrzałam w
lusterko. Musiałam wziąć chłodny prysznic.
-Jasne. Zorganizujemy coś na
popołudnie. Obiecałam Ci, że to będą świetne wakacje, i dotrzymam słowa.
Uśmiechnęłam się do lusterka
i wyszłam do swojego pokoju po coś do ubrania. Wiedziałam, że Lauren chce
usprawiedliwiać mojego tatę, próbując zorganizować czas za niego.
-Dziękuję. Idę wziąć
prysznic.
Rozłączyłam się i rzuciłam
telefon na łóżko. Wsadziłam szczoteczkę do buzi, uwalniając dłonie i otworzyłam
szafę. Było dziś naprawdę ciepło i postanowiłam, że spędzę ten dzień bez
użalania się nad sobą i swoim życiem.
Chwyciłam za czerwoną sukienkę z falbankami i zadowolona wyszłam z pokoju.
Wyciągnęłam szczoteczkę z buzi, gdy ujrzałam na korytarzu Taylera. Oczywiście
rozebranego, w samych bokserkach. Zachowywał się, jakby nie było mnie w domu.
-Dzień dobry.
-Cześć.
Przetarł zaspane oczy i
ruszył do łazienki. Podbiegłam do niego szybko i złapałam za rękę. Spojrzał,
robiąc głupkowate miny.
-Łazienka jest zajęta.
-Nie widzę, żeby ktoś w niej
był.
-Tayler, szczotkuję zęby. A
zaraz biorę prysznic.
Pokazałam ręką w stronę
kabiny a Tayler się uśmiechnął. Złośliwie. Jakby miał zamiar zaraz powiedzieć jaka
to jestem naiwna. Stanął w progu i zatarasował mi wejście ręką.
-Tayler.. byłam pierwsza.
-Ale ja mam więcej siły.
Odepchnął mnie na korytarz, zmuszając
bym zrobiła kilka kroków w tył. Nie wierzyłam własnym oczom i uszom!
-Tayler!
-Spóźnię się na mecz.
-Są jeszcze dwie godziny! Ustaw
się po ludzku w kolejkę!
Przekręcił oczami, chcąc
zamknąć mi drzwi przed nosem. Pod wpływem impulsu zablokowałam je nogą. Byłam naprawdę
zła. Co on sobie myślał?
-Mam jeszcze trening.
-Grasz?
-Aha.
Odepchnął mnie i zamknął
drzwi. Tayler grał w rugby? Od kiedy? Wow od poprzednich wakacji zmieniła się tu
cała masa rzeczy. Czy ja na pewno mieszkałam w tym samym domu i rozmawiam z
tymi samymi ludźmi? Opuściłam z rezygnacją ręce i ruszyłam do pokoju. Nie miałam
wyjścia jak poczekać na wolną łazienkę.
***
Wyszłam na zewnątrz i
ujrzałam stojąca już przy bramce przyjaciółkę. Humor od razu mi się poprawił, a
na twarzy zawitał uśmiech. Gdy tylko postawiłam nogę na chodniku, dziewczyna
wręczyła mi kubeczek z lodami waniliowymi i patyczek.
-Pomyślałam, że możemy przejść
się z buta. Mamy jeszcze trochę czasu. Możemy pogadać.
Spojrzałam na nią
podejrzliwie, poprawiając na ramieniu torebkę. Uśmiechnęła się i ruszyła, więc
poszłam w jej ślady. Swoją drogą lody były przepyszne.
-Żałuj, że wczoraj nie
zostałaś. Po zmianie upiłam się z Benem białym winem i prawie wylądowałam
tańcząc na barze.
Spojrzałam na nią i zaczęłam
się śmiać. Jak pomyślę sobie, że tata mógłby widzieć mnie w takim stanie..
funkcjonariusz prawa nie byłby z tego do końca zadowolony.
-Nie wiedziałam, że tata po
mnie przyjedzie. Tayler chyba musiał mu coś wspomnieć, a wiesz.. nie chciałam z
nim dyskutować. I tak postawiłby na swoim.
-Nadal ma Cię za swoją małą
córeczkę, którą chcę przed wszystkim chronić. Nie wie co tak naprawdę się
dzieje.
Rzuciłam w jej kierunku
niepewne spojrzenie, bo nie wiedziałam co ma dokładnie na myśli. Podrzuciła
brwiami, jakby to było oczywiste.
-No wiesz, gdyby zobaczył na
własne oczy tych wszystkich napalonych na Ciebie facetów wczoraj w barze..
dostałby zawału.
-Nie powinnaś tego nawet wymawiać
na głos. Przed każdym wyjściem słuchałabym pięcio stronnicowej przemowy pod
tytułem ‘faceci w Twoim wieku myślą tylko o jednym’.
Obie się zaśmiałyśmy. Lody
zaczynały się topić, pogoda była naprawdę przepiękna. Dobrze, że zdecydowałam
się na sukienkę. W spodniach prawdopodobnie najzwyczajniej bym się ugotowała.
-Gdyby zobaczył Cię z
Justinem.. myślę, że to byłoby jeszcze gorsze.
-Justinem?
Zwolniłam trochę tempo, nie
bardzo rozumiejąc o kogo jej chodzi. Ale po chwili olśniło mnie, że ten
chłopak.. ten, na którego wylałam piwo miał tak na imię.
-Właśnie tak.
Zaczęła, jakby zdała sobie
sprawę, że już wiem o kim mówi.
-Kto to?
-Kto to? Cóż.. w jak
największym skrócie mogę stwierdzić, że to najprzystojniejszy facet, jakiego do
tej pory widziałam. Może owinąć sobie wokół palca każdą laskę, ale.. pod
warunkiem, że ta najpierw nic na niego nie wyleje. Spodobał ci się?
Otworzyłam usta, ale z
powrotem je zamknęłam, by przeanalizować dobrze swoją odpowiedź. Był
przystojny. I to jak.. ale był taki arogancki..
-Jest za bardzo pewny
siebie. I nie do końca miły..
Lauren zaśmiała się.
-Miły? Ronnie, on jest największym
palantem jakiego miałam okazję do tej pory poznać. Sypia z laskami a później
nie oddzwania. Szuka zabawki, a gdy mu się znudzi po prostu rzuca ją w kąt. Nie
warto tracić dla niego głowy. No ale ciachem to on jest..
Uśmiechnęła się pod nosem a
mnie trochę zamurowało. Miałam nadzieję, że ona nie..
-Lauren, czy Ty..
Spojrzała na mnie i zaczęła
się śmiać. Poczułam ulgę.
-Czy spałam z nim? Jasne, że
nie. Po prostu ludzie gadają. Nie masz pojęcia ile dziewczyn miałoby ochotę się
na nim za to zemścić.
-Nie spotkałam go tutaj
nigdy wcześniej.
-Bo przeprowadził się tu jakieś
pół roku temu. Ta dziewczyna z baru, po którą wczoraj przyszedł to podobno jego
siostra. Jest nieletnia więc mieliśmy szczęście. Ale on sam nie ma podobno
kolorowej przeszłości. Nie wnikam.. Miał już do czynienia z Twoim tatą. No
wiesz.. szybkie czarne auto.. kobiety.. Lepiej, aby Twój tata nie musiał Cię z
nim nigdy widzieć.
Wzięłam głęboki oddech i
zabrałam się za jedzenie roztopionych lodów. Dużo informacji. Wolałabym raczej
znów na niego nie wpaść. Nie potrzebne mi kłopoty.
-Joey nas zobaczył.
Tak się zamyśliłam, że nawet
nie zauważyłam, że dotarłyśmy na miejsce. Ciemnowłosy chłopak pomachał do nas,
biegnąc truchtem w naszym kierunku. Chcąc nie chcąc na widok jego roześmianej
buzi musiałam się uśmiechnąć.
-Matko, Ronnie!
Objął mnie mocno w pasie i
podniósł, by okręcić się dookoła kilka razy. Gdy postawił mnie z powrotem na
ziemi, złapał za ramiona, skanując dokładnie moją twarz. Uśmiechał się od ucha
do ucha, to było zaraźliwe.
-No, proszę! Nie masz
pojęcia jak bardzo nie mogłem się doczekać, żeby Cię zobaczyć! Tęskniłem.
-Ja też.
Uśmiechnęłam się szczerze, a
Joey przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. W niebieskim stroju
zawodnika rugby wyglądał naprawdę dobrze.
-Jest Tayler? Wspominał coś o
meczu.
-Tak. Jest na boisku.
Spojrzałam w stronę
biegających i podających sobie piłkę facetów. Naprawdę nie mogłam uwierzyć, że
mój brat należał do drużyny. Nigdy go to nie interesowało. A tu proszę.
Chciałam odwrócić już wzrok, ale moją uwagę przykuł jeden chłopak. I zdałam
sobie sprawę, że to ten sam, który był wczoraj w barze z Justinem. Ale nie
pamiętałam jego imienia.
-Muszę już lecieć. Mam
nadzieje, że widzimy się po meczu.
-Jasne.
Uśmiechnęłam się, a Joey
odbiegł do drużyny. Lauren pociągnęła mnie za rękę.
-Chodź, zajmiemy sobie
miejsca.
Poczułam ukłucie strachu w brzuchu.
Miałam szczerą nadzieję nie spotkać tutaj blondyna. Usiadłam obok Lauren, rozglądając
się po boisku.
***
Rugby nigdy szczególnie mnie
za bardzo nie interesowały, ale ten mecz był wyjątkowo.. inny. Przyglądałam się
temu wszystkiemu i wprost nie mogłam uwierzyć. Byłam pewna, że jeśli ta dwójka dopuści
do choćby jeszcze jednego otarcia o siebie ramieniem, nie skończy się kolorowo.
Chłopak, który przyszedł do baru razem z Justinem obrał sobie za cel Taylera, a
Tayler upatrzył sobie jego. Nie mogłam zrozumieć co się właściwie między nimi
dzieje. Podniosłam się z siedzenia i pokręciłam głową. Zachowywali się jak
dzieci.
-Idę po coś do picia. Masz
ochotę?
-Jasne.
Lauren była raczej
podekscytowana sytuacją na boisku. Brakowało jej jeszcze tylko popcornu.
-Poproszę dwie lemoniady.
Usłyszałam głośmy i długi
gwizdek. Trochę mi ulżyło, że to już koniec pierwszej połowy. Musiałam porozmawiać
z Taylerem.
-Proszę.
-Dziękuję.
Odwróciłam się i zobaczyłam,
że brat idzie w moim kierunku. Zanim jednak zdążyłam cokolwiek powiedzieć,
chłopak za nim pociągnął go mocno za ramię, zmuszając, by odwrócił się do
niego.
-Łapy przy sobie.
-To lepiej Ty trzymaj łapy
przy sobie. Wyjdzie Ci to na zdrowie.
-Masz pecha, to już nie
twoja sprawa.
Tayler wyszarpnął się z
uścisku, ale chłopak nie miał zamiaru odpuścić. Byli na tyle blisko mnie, że
cofnęłam się krok do tyłu.
-Odpuść sobie. Weź z niej przykład.
Chłopak rzucił się na Tylera
z pięściami a ten nie miał zamiaru pozostać mu dłużnym. Cholera, co oni
wyprawiali. Miał zamiar bić się w miejscu publicznym? Odłożyłam lemoniady na
ławkę obok i bez zastanowienia ruszyłam w ich kierunku.
-Tayler, co Ty wyprawiasz?
-Co Ty tu robisz? Odsuń się.
Stanęłam miedzy nimi, ale
czyjeś dłonie złapały mnie nagle w pasie i podniosły do góry. Zostałam
odstawiona na bok i zdałam sobie sprawę, że to nie za sprawą żadnego z bijących
się. Otworzyłam usta, gdy zobaczyłam Justina. Stanął między nimi, na moje wcześniejsze
miejsce i odciągnął od siebie.
-Matthew!
-Przysięgam, że go zabiję.
-Frajer..
Tayler spojrzał na niego z
pogardą i odsunął się do tyłu. Podeszłam, by złapać go za rękę, ale wyrwał się
i ruszył w całkiem inną stronę. Niepewnie odwróciłam się w stronę Justina.
Uspakajał nadal przyjaciela, który próbował mu się wyrwać.
-Puść mnie.
-Uspokój się.
-Jestem spokojny..
Matthew splunął na ziemię i
odszedł w zupełnie innym kierunku niż Tayler. Co to miało być? Nie spodziewałam
się, że Tayler pakuje się w takie bójki, i to w biały dzień przy tylu ludziach. Ocknęłam
się, gdy Justin podszedł do mnie i wręczył mi moje lemoniady. Spojrzałam na
niego i poczułam nerwowy ból brzucha. Był dokładnie tak samo przystojny jak
wczoraj. I dokładnie tak samo nieznośny…
-Nie powinnaś pakować się
pomiędzy dwóch bijących się facetów.
-Nie potrzebowałam pomocy.
Więc więcej tego nie rób.
Zabrałam od niego kubeczki i
odwróciłam się, by wrócić do Lauren. Przystanęłam jednak, gdy usłyszałam, że ma
coś jeszcze do powiedzenia,
-Nie mam zamiaru więcej Cię
ratować. Wystarczyłoby zwykłe dziękuję.
Zamknęłam oczy i wzięłam
głęboki oddech. Chciałam po prostu odejść, ale on tak bardzo mnie denerwował.. Odwróciłam się w jego stronę. Stał w taki rozpraszający
sposób.. koszulka idealnie opinała jego brzuch..
-Nie chciałam Twojej pomocy,
więc nie będę za nią dziękować.
-Zapomniałem, że jesteś tak
wygadana. Uwierz mi, mam ciekawsze rzeczy do roboty.
-To dlaczego nadal tu
stoisz?
Podszedł bliżej mnie, tak że
znów mogłam czuć jego perfumy. Przełknęłam ślinę.
-Bo chłopak, który wcześniej
Cię tak przytulał, stoi tam i się na nas gapi.
Widział, jak witałam się z
Joey’em? Spojrzałam w stronę boiska i zobaczyłam, że Joey rzeczywiście się nam
przyglądał. Nie miał zadowolonej miny.
-Obserwujesz mnie?
Spojrzałam z powrotem na
niego i zobaczyłam jak się uśmiecha.
-Twoja piękna sukienka
przykuwa uwagę.
Spojrzał na mój biust a ja spuściłam
wzrok i poczułam, że na moje policzki wlewa się rumieniec. Nie rozumiałam skąd.
-To Twój chłopak?
-Przyjaciel.
Odpowiedziałam zbyt szybko. Nie
miałam zamiaru mu się tłumaczyć.
-Muszę już iść.
-W takim razie do
zobaczenia.
Powiedział pewnym siebie
tonem i puścił do mnie oczko. Wyprostowałam się i uśmiechnęłam.
-Mam nadzieję, że nie.
-To małe miasteczko.
-Wystarczająco duże, aby
każde z nas znalazło sobie swoją połowę.
Uniósł brwi a ja odebrałam to
jako punkt dla mnie. Nie odezwał się już, wiec uznałam rozmowę za zakończoną. Odeszłam,
przekręcając przy tym oczami. Cholera, że tez musiałam na niego trafić.
-Do zobaczenia, Ronnie.
Zatrzymałam się gwałtownie,
gdy wypowiedział moje imię. Odwróciłam się i na niego spojrzałam. Uśmiechał się
a mi waliło serce. Och.. chciałam już stamtąd po prostu pójść.
-To była świetna połowa.
Wyminęłam Joey’a uśmiechając
się. Musiałam jak najszybciej dotrzeć do Lauren.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz